„Pszczoły samotne cz. 8 – primum non nocere”

Korzystając z uprzejmości dr Justyny Kierat, zamieszczam jej artykuł opublikowany w serwisie Nauka dla Przyrody. O autorce pisałam przy okazji recenzji książki „Pszczoły miodne i niemiodne”, możecie przeczytać o niej tutaj.
Dzisiejszy tekst to ważny głos w sprawie pszczoły miodnej oraz dzikich zapylaczy. Zapraszam do lektury.

Justyna Kierat
„Pszczoły samotne cz. 8 – primum non nocere”

Pomaganie pszczołom staje się coraz bardziej modne. To świetnie, bo im więcej osób angażuje się w choćby drobne działania na rzecz pszczół, tym większe efekty mogą one sumarycznie przynieść (choć oczywiście niezbędne są również zmiany na dużą skalę). Pomysły na konkretne przedsięwzięcia można znaleźć choćby w internecie – przepisy na konstrukcje hoteli dla owadów, na łąki kwietne, na zakładanie pasieki… Jednak trzeba być uważnym. Może się okazać, że działając w najlepszej wierze, tak naprawdę wcale nie pomagamy, a wręcz przeciwnie – szkodzimy. W tym odcinku chcę zwrócić uwagę na kilka takich pułapek.

Stawiajmy pasieki… a może jednak nie

Chociaż pszczół na świecie mamy ok. 20 000 gatunków, a w Polsce ok. 470, i chociaż dzikie gatunki o wiele bardziej wymagają pilnej pomocy niż pszczoła miodna, to jednak ta ostatnia wciąż jest najbardziej znana, a wiele osób nie jest w ogóle świadomych istnienia innych, dzikich pszczół. Być może dlatego hasło “wspierajmy pszczoły” jest często utożsamiane z “wspierajmy pszczelarstwo”. Pół biedy, jeśli to wspieranie pszczelarstwa będzie polegać na dbaniu o kwiaty czy ograniczaniu stosowania pestycydów – wtedy skorzystają na tym wszystkie gatunki pszczół (i nie tylko pszczół). Gorzej, jeśli pod tym hasłem będzie się kryć stawianie nowych pasiek [1].

Pszczoła miodna (Apis mellifera) (fot. dzicyzapylacze.pl)

Pszczoła miodna z jednej strony jest nękana przez wiele problemów (takich jak różne choroby czy zanieczyszczenie środowiska), ale z drugiej – sama może być problemem dla innych gatunków pszczół. Jest całkiem poważnym konkurentem o pokarm – w jednym ulu jest kilkadziesiąt tysięcy robotnic, które tworzą świetnie zorganizowaną społeczność, dzieląc się zadaniami takimi jak opieka nad larwami, obrona ula i zbieranie pokarmu. Dzikie pszczoły to zwykle samotnice, które w pojedynkę muszą się zajmować każda własnym gniazdem, a w poszukiwaniu pokarmu są w stanie zwykle pokonać mniejsze odległości niż robotnice pszczoły miodnej [2]. Jeżeli w danym miejscu postawimy zbyt dużo uli, tak że okoliczne rośliny nie będą w stanie wyżywić wszystkich chętnych, to możemy się spodziewać, że konkurencję o jedzenie przegrają dzikie gatunki. I rzeczywiście, są obserwacje pokazujące, że tam, gdzie jest dużo pszczół miodnych, jest też mniej dzikich zapylaczy [3] [4]. Chów pszczół miodnych nie jest oczywiście niczym złym sam w sobie, wręcz przeciwnie, jest potrzebny – jednak pomoc w przypadku tego gatunku powinna polegać na polepszaniu warunków życia już posiadanych rodzin, a nowe ule powinniśmy stawiać z rozwagą.

Wspieraj murarki… ale z głową

W ostatnich latach coraz popularniejsze staje się stawianie hoteli dla owadów, czyli miejsc, gdzie mogą założyć gniazda przede wszystkim pewne określone gatunki dzikich pszczół. Hotele stają w parkach, ogrodach, a nawet na balkonach. Można po prostu je wystawiać i czekać, aż jakieś dzikie owady zechcą się w nich osiedlić (zależnie od tego, co i w jakich ilościach zamieszkuje okolicę, zasiedlenie może nastąpić tego samego sezonu albo dopiero w którymś kolejnym). Jednak mniej cierpliwi mogą zakupić kokony murarki ogrodowej, samotnej pszczoły, o której pisałam w pierwszym odcinku tego cyklu. Murarka nie jest wymagająca i w sprzyjających warunkach z kilkudziesięciu kokonów po kilku latach można mieć pokaźną kolonię, pod warunkiem dokładania odpowiedniej ilości materiału na gniazda. Taka kolonia nie jest jednak zwykle mieszkaniem tylko dla murarki ogrodowej – i jeśli zależy nam na faktycznej pomocy pszczołom, wręcz nie powinna być jednogatunkowa. Osiedlają się w niej zarówno inne gatunki pszczół i os samotnych, jak i rozmaite ich pasożyty (którym poświęciłam cały odcinek cyklu, bo wiele z nich to fascynujące zwierzęta). Obecność pewnej ilości pasożytów jest zjawiskiem naturalnym w przyrodzie. Trzeba powiedzieć sobie jasno: to nie barciele pszczołowce ani rozkruszki są przyczyną wymierania pszczół. Problem z pasożytami zaczyna się, kiedy pszczół mamy bardzo dużo – w nienaturalnych zagęszczeniach ryzyko zarażenia pasożytami może być większe niż byłoby w “dzikiej” kolonii [5]. W komercyjnym chowie murarek, gdzie duży procent pasożytów oznacza po prostu straty, hodowcy mają różne sposoby na walkę z nimi – od corocznego wyjmowania murarkowych kokonów z gniazd i ręcznego ich czyszczenia, po płukanie kokonów w roztworach mających zabić przyklejone do nich od zewnątrz pasożyty. Cóż, hodowla na dużą skalę ma swoje prawa. Problem zaczyna się, kiedy osoby zakładające hotele dla owadów, mające z założenia być ostoją bioróżnorodności, zaczynają przejmować podobne metody, czyli tępić wszystko, co nie jest pszczołą. Dodatkowo, dążenie do zwiększania liczebności kolonii w kolejnych latach może doprowadzić do tego, że murarka będzie kolejnym – po pszczole miodnej – gatunkiem, którego chów nie pomaga, a szkodzi dzikim zapylaczom. Co robić, żeby uniknąć tej pułapki? Jeśli nie musimy, nie skupiajmy się na tym, by kolonia murarek nam się rozrastała, ale na tym, by hotel stanowił siedlisko dla wielu różnych gatunków, a jego otoczenie pozwalało im się najeść i było wolne od pestycydów. Murarka wybiera na gniazda szczeliny o średnicach ok. 4-8 mm, ale są mniejsze gatunki, dla których warto zostawić i mniejsze otworki. Są też pszczoły, które gniazdują w glinie i można dla nich przygotować gliniane bloki. Pomysłów na urozmaicenie hotelu jest sporo.

Pielęgnujmy kwiaty… a tu znów pułapki

Wydawałoby się, że sadzenie i sianie kwitnących roślin jest zupełnie niekontrowersyjną formą pomocy pszczołom. Stwarzamy im w ten sposób siedlisko i bazę pokarmową, i chyba nie będzie przesady w stwierdzeniu, że w warunkach miejskich nie ma czegoś takiego, jak “za duża ilość kwiatów”. Jednak i tutaj nie można stracić czujności. Po pierwsze, choć kwitnące rośliny są dobre prawie wszędzie, to są pewne wyjątki – miejsca, gdzie niekoniecznie powinny się znajdować. Na wąskich pasach między jezdniami na ruchliwych drogach kwitnące kwiaty będą przyciągać pszczoły, jednak można się spodziewać, że będą zbyt małe, by pomieścić tam jakąkolwiek “stacjonarną” ich populację. W efekcie pszczoły będą przylatywać z zewnątrz, kuszone pyłkiem i nektarem, i… ginąć potrącane przez samochody. No bo przecież nie tylko duże zwierzę może wpaść pod samochód. Na szczęście w miastach jest tyle dobrych miejsc do siania i sadzenia kwiatów czy kwitnących krzewów, albo choćby zakładania rzadziej koszonych trawników, na których dzikie rośliny zdążą zakwitnąć i wydać nasiona, że brak kwiatów pomiędzy jezdniami nie będzie wielką stratą.

Ważnym problemem są rośliny nierodzime. O ryzyku, związanym z gatunkami obcymi, wiele już napisano.

Na rysunku w wielkim skrócie przedstawiono przykładowe niebezpieczeństwa związane z roślinami obcego pochodzenia. Rys. J.Kierat/Pod kreską

Niektóre rośliny obcego pochodzenia są bardzo atrakcyjne dla zapylaczy – choćby słynna już ze swojej inwazyjności nawłoć kanadyjska, która bywała sadzona przez samych pszczelarzy. Jednak jakiekolwiek nie byłyby korzyści z nektaru i pyłku roślin nierodzimych, warto wziąć pod uwagę potencjalne zagrożenie. Najbardziej ryzykowne jest wprowadzanie do środowiska gatunków, o których już wiadomo, że sprawiają problemy, takich jak wspomniana nawłoć czy niecierpek gruczołowaty (zresztą, uwalnianie do środowiska gatunków obcych jest również niezgodne z prawem [6]) oraz takich, które zostały sprowadzone stosunkowo niedawno, bo jeszcze nie wiadomo, do czego są zdolne. Jednak niektóre gatunki potrafią zacząć sprawiać problemy dopiero po dłuższym czasie pobytu “na emigracji”, więc preferowanie gatunków rodzimych jest zawsze dobrym wyborem.


Dr Justyna Kierat w maju 2018 obroniła (na Wydziale Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego) pracę doktorską, w ramach której badała rozmnażanie i rozwój murarki ogrodowej oraz innych pszczół i os samotnych. Oprócz tego rysuje, edukuje i prowadzi bloga Pod Kreską.

Przypisy:
1. Geldmann i Gonzalez-Varo 2018
2. Gathmann i Tscharntke 2002
3. Flaga 2019
4. Ropars i in. 2019
5. Guedot i in. 2006
6. http://www.iop.krakow.pl/ias/problem/jak-pomoc-jak-nie-szkodzic/hoduje-sprzedaje-egzotyczne-zwierzeta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.