Domek dla owadów – wątpliwości

Wszystko, co napisałam tutaj, jest moim indywidualnym odczuciem opartym o obserwacje, lekturę książek, artykułów, stron i forów. Nie jestem ekspertem, lecz poszukiwaczem wiedzy. Zawarłam tu moje własne przemyślenia.

Hodowla murarki ogrodowej nie jest żadnym wkładem w ochronę dzikich pszczół i zagrożonych gatunków.

Śledząc fora dochodzę do wniosku, że coś, co miało być popularyzacją pszczelej tematyki poszło w zupełnie inną stronę i stało się dla niej szkodliwe.

Budowa „domków dla owadów” daje złudne wrażenie, że ma się istotny wkład w pomoc dzikim pszczołom. Panuje przekonanie, że to szybkie rozwiązanie jest właściwie jedyną metodą pozwalającą na pomoc dzikim zapylaczom. Powoduje to, że ludzie czują się zwolnieni z innych działań mogących przynieść pozytywne skutki, choć wymagających od nich większego zaangażowania.

Śledząc dyskusje w internecie często trafiam na rady „doświadczonych hodowców” radzących zakładającym „domek dla owadów” zakup „na początek” 1000 kokonów murarki ogrodowej (Osmia bicornis). Podczas gdy hodowla murarki ogrodowej wykorzystywanej w celu zapylania upraw sadowniczych ma sens i podstawy naukowe, to kupowanie jej w celach hobbystycznych może mieć negatywny wpływ na środowisko (choć brak dotąd badań na ten temat). Gatunek ten jest pospolity, szybko się namnaża, skutkiem czego jest to, że murarki ogrodowe opanowują środowisko i mogą wypierać gatunki, które nie odnoszą tak dużych sukcesów rozrodczych.

Hodowla murarki ogrodowej niezagrożonej wyginięciem ma się więc nijak do działań polepszających byt dzikich pszczół narażonych na wyginięcie!

Brak wiedzy działaczy promujących „domki dla owadów” spowodował, że w świadomości istnieje często jedynie murarka ogrodowa a każdy inny owad jest intruzem.

W internetowych dyskusjach czytam o czyszczeniu rurek z pasożytów. Podczas tych zabiegów często z powodu zwyczajnej niewiedzy usuwane są kokony innych gatunków pszczół czy os. Jest to skutek tego, że w ogólnej świadomości istnieje jedynie murarka ogrodowa a wszystko inne, co pojawia się w pomocach gniazdowych, to pasożyty i niechciani goście. Nagminnie też zdarzają się sytuacje, gdy pojawiające się w pomocach gniazdowych osowate (np. Ancistrocerus, Symmorphus), uznawane są za drapieżniki polujące na murarki, przez co często są zabijane.

Tak zwane „domki dla pszczół” to łatwy temat zastępczy dla prawdziwej pomocy pszczołom.

Wierzę w dobre intencje budowniczych domków dla owadów. Uważam, że to świetna rzecz, która pozwala na rozpoczęcie przygody z dzikimi pszczołami. Jednak należy pamiętać, że domki dla owadów nie są elementem, od którego powinno zaczynać się temat pomocy pszczołom, lecz dodatkiem do innych działań, o których piszę na innych podstronach tego działu.

Uważam, że domki mają potencjał do popularyzacji tematyki dzikich pszczół, jednak może tak być jedynie w przypadku, gdy postawienie każdego nowego domku poprzedzone zostanie stworzeniem/zwiększeniem bazy pokarmowej w jego pobliżu i nie staje się on hodowlą nastawioną na jeden gatunek.

Sztuczne gniazda poziome (domki dla owadów) – ZA I PRZECIW

ZA
  • Są okazją do przybliżenia tematyki pszczół dzikich i pokazania, że pszczoła miodna nie jest jedyną pszczołą.
PRZECIW
  • Nie przyczyniają się do pomocy rzadkim gatunkom dzikich pszczół. Są kolonizowane przez pospolite pszczoły, które najczęściej wcale nie potrzebują pomocy.
  • Podczas czyszczenia domków z pasożytów murarki ogrodowej giną inne owady.
  • Nadnaturalne rozmnażanie murarki ogrodowej niesie za sobą nieznane konsekwencje dla innych gatunków współwystępujących z nią w jednym środowisku.
  • Odwracają uwagę od prawdziwych problemów, jak brak miejsc gniazdowania dla rzadkich gatunków pszczół ziemnych, brak baz pokarmowych, zaorywanie miedz, niewłaściwe stosowanie środków ochrony roślin i in.
  • Stają się tematem zastępczym dla organizacji ekologicznych, które stawiając „domki dla owadów” i tworząc głośne akcje wokół tego tematu, dają złudne wrażenie pomocy ginącym pszczołom.

10 komentarzy

  1. Te wątpliwości nachodzą nawet zagorzałych hodowców murarek. Zbyt duża ilość rurek trzcinowych czy otworów w drewnie sprzyja spasożytowaniu koloni. Aby temu zapobiec trzeba co roku wydłubywać zdrowe kokony i dostarczać do domków nowych rurek. Bez tego murarka ogrodowa z czasem zanika. Do zapylania sadów się nie nadaje bowiem odwiedza kwitnące mlecze a nie drzewa. Nawet w książkach opisujących hodowle murarki zaleca się sadownikom wykoszenie mleczu.

  2. ‚ Domki dla zapylaczy ‚ to rodzaj mody, ciekawostki. Wiecie, że każdy może zaadoptować pszczołę za 2 złotysze ? Też jest taka akcja. Tylko po co? Jak dla mnie taka „adopcja” to przyjemności a właściwie pasja. Mogę obserwować niektóre gatunki z bliska co daje mi niezłą frajdę.
    Domki sprzedawane w sklepach czy też stawiane przez różne organizacje, stowarzyszenia itp. są o kant (…) rozbić. Rurki Trzciny cięte byle jak, byle było. Jakieś kawałki dachówek ,szyszki,kamyki itp. czyli co ludzie mają. Obserwowałem dłuższy czas takie domki i powiem wam, że owadzim życiem to one nie tętnią. I tutaj się ponownie zgadzam – fałszywe, ułudne wrażenie, że zrobiłem swoje stawiając taki domek czy domki i jest super! I reszta mnie już nie interesuje.

    • Zagraniczne organizacje zajmujące się dzikimi pszczołami odchodzą od domków dla zapylaczy, uznając je za szkodliwe i promujące jedynie pospolite gatunki. Wiadomo, że nie da się tego zrobić kategorycznie, więc część z nich postuluje przynajmniej zmniejszenie konstrukcji i budowę małych „domków”. Szwajcarska organizacja zrobiła badania, które miały sprawdzić czy domki faktycznie zwiększają wiedzę na temat dzikich pszczół. Wynik nie był optymistyczny. Domek dla owadów, który miał być punktem wyjścia do działań na rzecz dzikich zapylaczy, stał się elementem finalnym! Promowany bezkrytycznie zahamował wiele innych działań, które stanowią korzyść dla pszczół. Stąd zmiana wśród organizacji w promocji zachowań. Stawiają nacisk na tworzenie baz pokarmowych, ochronę istniejących siedlisk, promocję pszczół ziemnych, wśród których najwięcej gatunków jest zagrożonych, zaprzestanie oprysków (nie tyczy się to tylko rolników, ale też właścicieli przydomowych ogródków) i in.

  3. Zrobiłem kiedyś dwa rodzaje domków dla owadów.
    Była cegła dziurawka i był spory pęk specjalnie wyszukanych traw/trzcin.
    Ustawiłem je w b. bliskim sąsiedztwie ich dotychczasowych ziemnych norek. Pojawiła się taka konieczność ze względu na ułożenie tzw. opaski z płyt betonowych wokół ocieplonego budynku.
    Żadnego owada, w przeciągu kilku lat, nie udało się zainteresować moim wynalazkiem. Niektórym jakimś cudem udaje się wybudować norki pomiędzy tymi płytami.
    Poza tym w pobliskim parku miasto ustawiło „profesjonalne” takie domki. Tez nie widać aby zostały zasiedlone.
    Tak więc politykierskie kłamstwa szerzone na pokaz w głównym ścieku informacyjnym, głównie poprzez internet, maja się tak samo jak wiele z innych dziedzin naszej zarzynanej codzienności.
    Dzikie owady od dziesięcioleci lokują się głównie w ziemnych norkach.
    Co do oprysków w ogródkach, to nie liczyłbym na jakiekolwiek ustępstwa ze strony tzw. tfu!-miłośników przyrody… bo to tylko ich gęby pełne pustych deklaracji, i glifosat pakowany pieczołowicie w każdy możliwy zakątek ogrodu – już nie tylko na przyulicznym chodniku – i wszystko TO!, tylko po to, aby ułatwić sobie eksponowanie dokupowanych coraz to nowszych odmian roślin ogrodowych. (Za to osy i szerszenie zaczynają być plagą, z którą niebawem przyjdzie się na poważnie mierzyć. )
    Szerzy się epidemia odmóżdżenia pośród ludzi, którzy potrafią natrętnie prześladować po sąsiedzku, za garść jesiennych kolorowych liści przeniesionych wiatrem zza ogrodzenia.
    Glifosat, spalinowe dmuchawy do liści, ciemne intencje, wybujałe ego, to główne przeszkody dla ekologii wokół każdego domu mającego choćby skrawek wolnej ziemi wokoło.
    Jestem zdruzgotany tym kim, jak się okazuje, jesteśmy pośród innych.
    Widząc niejedno, pozostaje mi tylko aby w zgodzie z własnym sumieniem robić nadal to, co służyło moim braciom mniejszym oraz poszerzać wiedzę i sprzyjać im na miarę swoich możliwości.
    P.S. Witryna – pomysł na medal! Gratulacje!

    • Dziękuję za miłe słowo.
      Gdy przeglądam domki, które można kupić w internecie, to żadnego nie zaoferowałabym moich pszczołom 😉 To samo tyczy się większości domków tworzonych w ramach edukacji ekologicznej. Często stawiane są one w cieniu na obszarach pozbawionych roślin, albo obok pięknie kwitnących roślin, które nie zapewniają pszczołom żadnego pożytku.
      Większość pszczół gniazduje w ziemi a wśród nich te najbardziej zagrożone wyginięciem. A o gatunkach gniazdujących w ten sposób najczęściej się zapomina.
      Zapraszam do działów: http://dzicyzapylacze.pl/domek-dla-owadow/jak-zrobic-domek-dla-owadow/ oraz http://dzicyzapylacze.pl/domek-dla-owadow/inne-sposoby-pomocy-pszczolom/ Zgromadziłam tam informacje, jak można pomóc dzikim zapylaczom.

    • Andy, my zdruzgotani głupotą homo sapiensa, mamy niewielkie szanse, by promować chaszczogrody, liściozostawianie i takie tam normalności! Andy, myślisz jak my. Może miałbyś ochotę przyłączyć się do naszej grupy na FB. @My bioróżnorodni!@ Takich nam trzeba!!! Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  4. Cześć,
    Podpowiesz mi proszę jakie kwiaty powinno się sadzić w ogrodku, żeby pomoc pszczołom.

    Tak na marginesie, ti bardzo ciekawe co piszesz. Mam trzmielinę w ogródku. Zawsze było na niej pelno pszczol, ale w ciagu ostatnich dwoch lat widuje glownie jakies muchowate coś. Teraz tak sobie mysle, ze.moze to po prostu jakis inny rodzaj zapylacza…

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂
      Na stronie powstanie nowa kategoria tematyczna „Rośliny”, redagowana przez znajomą z kanału YT „Dzikie pszczoły”. Będzie ona tam opisywała rośliny przyjazne pszczołom. Sama też planuję artykuł z propozycjami kompozycji dla dzikich pszczół. Skończył się sezon, więc zasiądę do tego, bo aktualny dział „Rośliny” nie zadowala mnie ze względu na ogólnikowość: https://dzicyzapylacze.pl/rosliny-dla-pszczol/
      Jednak nowy artykuł wymaga ode mnie przejrzenia sporej porcji literatury, więc trochę to potrwa.

  5. Szanowna Pani!
    Ciekawe sprawy. Z większością Pani wątpliwości, szczególnie dotyczących popularyzacji wiedzy (czy też jej braku) się zgadzam. Mam jednak uwagi, które to również są osobistym wyrażeniem opinii, na które pozwala mi odrobina wykształcenia i doświadczenia przyrodniczego.

    Na początek przydałoby się aby wszyscy nauczyli się, co to jest zapylacz. Domki o których rozprawiamy, służą dla błonkówek, które przy okazji są zapylaczami. Przyjęło się, że zapylacz,ami są pszczoły i pokrewne gatunki. To jakby powiedzieć, że wszystkie pojazdy to rowery. A motyle? A muchy? A chrząszcze? A pluskwiaki? A komary? Od biedy nawet pająki! Wszystko, co siada na kwiatach jest potencjalnym zapylaczem. I nie należy mówić, że to nie istotne w kontekście tematu domków i zapylaczy rzadkich. Od zrozumienia pojęcia zaczyna się dalsza edukacja o „dzikim ogrodzie” kupą chrustu, zeschłych liści, podagrycznika, pokrzywami.

    Ci z Państwa, którzy tak jednoznacznie krytykują tych, którzy lubią tzw ogród w stylu francuskim: czy należy zostawić, czy usunąć pół hektara zarastającego działkę łanu nawłoci , podagrycznika, sumaka octowca? Wszak takie miejsce jest cudowne dla owadów! Ilość kwiecia na takiej powierzchni przyprawić może o zawrót głowy miłośników zapylaczy, a z goła odmiennych powodów miłośników uporządkowanych ogrodów, ale nie można i jednym i drugim odbierać prawa do własnego zdania. Choć z grzecznością, a nie „pretenchą” – to się rozumie!
    Ja nie chciałem, by przejętą przeze mnie działkę zarastały hektary sumaka i walczę z nimi z zaangażowaniem godnym większej sprawy od kilku lat.

    Małe też jest prawdopodobieństwo przegęszczenia populacji gatunku pospolitego samym wieszaniem domków. Domyślam się, że procent populacji murarki zasiedlającej sztuczne domki jest w skali globalnej tak znikomy, że nie może mieć wpływu na przyrost całej populacji pospolitego gatunku. Utwierdzają mnie w tym przekonaniu wypowiedzi niektórych z Państwa, którzy to sprawdzili. Zwłaszcza, że, choć domki takie pojawiają się to tu, to tam, nadal są fanaberią jedynie dla co poniektórych.

    Co innego jednoczesne wsiedlanie murarki (wspomniane „1000 kokonów…”). To rzeczywiście niesie ze sobą pewne wątpliwości, bo wpływa na lokalną pulę genetyczną, uniformizując ją , a więc zubażając „wersją sklepową”. Wsiedlane osobniki powinny wywodzić się z możliwie nieodległych populacji (lub subpopulacji). Takie są generalne zasady. Ale by o tym więcej dyskutować, musiałbym mieć wiedzę na temat genetyki subpopulacji i ekologii gatunku. Nie mam takiej. Nie obawiałbym się w każdym razie wpływu domków jako takich.

    Pozdrawiam i dziękuję za zwrócenie uwagi na nieoczywiste wątpliwości.
    Jakub Marciniak

    • Dzień dobry,
      Dziękuję za komentarz. Pisząc ten dział miałam pełno wątpliwości (i nadal mam), więc każde spojrzenie jest dla mnie istotnym wkładem i punktem wyjścia do rozważań.

      Strona Dzicy zapylacze to „spotkania na ostrzu żądła”. Przedstawiam tu relacje z moich obserwacji żądłówek. Raz zdarzyło mi się napisać o motylach, ale też w kontekście żądłówek: https://dzicyzapylacze.pl/po-co-zadlowkom-motyle/

      Dział z domkami powstał przez przypadek i nie zamierzałam, by był on głównym punktem strony. Chciałam jedynie zaprezentować inne gatunki pszczół i owadów, które można spotkać w domkach, a które giną często podczas czyszczenia gniazd z pasożytów (np. przy stosowaniu popularnych formatek). Pokazać, że wśród pasożytów też mogą występować gatunki rzadkie: https://www.iop.krakow.pl/pckz/opis6dd5.html?id=232&je=pl, https://dzicyzapylacze.pl/leucospis-dorsigera-osarek-murarkowy-zadziwiajacy-cudak/
      Chciałam też zachęcić do stosowania pomocy gniazdowych z różnych materiałów i o zróżnicowanej średnicy, by cieszyć się w nim większą różnorodnością.

      Na forach obserwuję licytacje, komu więcej udało się wyprodukować zapylacza w postaci murarki ogrodowej. Liczby często idą w tysiące. To bardzo plastyczny gatunek. Może zakładać gniazda poza domkiem i zajmować miejsca gniazdowania innym gatunkom. Tak może być też w przypadku murarki żmijowcowej i in., które odnoszą spore sukcesy reprodukcyjne. I tu wyrażam swoje wątpliwości.
      Do tego dochodzi też handel kokonami oraz sprowadzanie gatunków pszczół zza granicy, co również budzi szereg wątpliwości. A brak tu jakichkolwiek regulacji!

      Klasyczny domek prowadzony z umiarem jest świetną metodą popularyzacji. Jest to zawsze pierwszy krok do zainteresowania się pszczołami.

      Jednak trzeba pamiętać, że w Polsce mamy ponad 450 gatunków pszczół. Połowa z nich jest rzadkich i zagrożonych wyginięciem. I nie są to gatunki, które gniazdują w domku.
      Do tego wieszanie domków często nie łączy się z powstawaniem bazy pożytkowej w postaci kwitnących kwiatów.

      Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jak moje marudzenie 😀 Uważam po prostu, że fajnie, gdy wszystko działa z sensem i robione jest z sensem. A jak często spotyka się urzędników miejskich, którzy tanim kosztem postawią domek bez żadnych innych działań. Bo jest to najłatwiejsze. Podczas gdy stworzenie pożytku dla zapylaczy już stanowi jakiś wysiłek: wydzielenie terenu który później trzeba nadzorować.

      Mój znajomy aktualnie walczy, by uchronić przed zniszczeniem siedlisko z bardzo rzadkimi błonkówkami.
      I to jest przykre, że stawia się domki w miejscach często przypadkowych, by gmina mogła pochwalić się, że robi coś dla zapylaczy, a niszczone są cenne miejsca bogate w gatunki pszczół zagrożonych wyginięciem.

      Serdecznie pozdrawiam

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.