Trochę zachwytów…
Słowa, słowa, słowa… jak wyrazić niewyrażalne? Jak opisać piękno, kiedy nie jest się poetą? Mija właśnie czas, który z perspektywy fenologicznej nazywamy wczesną wiosną. Już u progu pełnia wiosny z jej majową potęgą życia, ptasich zalotów, owadzich wędrówek… Wyjątkowość tego momentu zawdzięczamy także drzewom i krzewom owocowym. Jest taki czas, gdy wszystkie one obsypują się „tysiącem” białych kwiatów.
Jako jedne z pierwszych zakwitają mirabelki, czyli śliwy wiśniowe. To właśnie jedna z nich stała się bezpośrednią inspiracją do napisania tego artykułu. Popołudniowy, nieplanowany spacer zaprowadził mnie pod jedną z nich. Moją uwagę prócz oszałamiającej ilości kwiatów przykuł dźwięk… przyjemne niskie buczenie pracujących stworzeń. Ale to nie pszczoły miodne generowały ten dźwięk, to trzmiele. W sumie pewnie kilkanaście… masywne królowe, które ciężko zawisały na delikatnych kwiatach, a także niewielkie robotnice, z pierwszych już funkcjonujących trzmielich gniazd. Aby móc je obserwować musiałam podnieść głowę i wtedy zobaczyłam mozaikę kwiatów kontrastujących z błękitem nieba. Niesamowity widok.
W podobnym czasie zakwita wiśnia ptasia. To ona w ubiegłym roku dostarczyła mi kapitalnych obserwacji pszczół i mrówek na nektarnikach pozakwiatowych. Postawiła pytania, co robią samce na liściach: czy tylko grzeją się w słońcu i odpoczywają, patrolują? A może coś całkiem innego – uchwyciłam raptem drobny fragment większej historii o tym, jak drzewa stają się przestrzenią życia i interakcji.
To pierwsze wiosenne trio uzupełniają grusze. Ich świeżutkie lśniące jasną, soczystą zielenią liście to coś wspaniałego. Jednak nim pąki otworzą się i pokażą swe wnętrze, wyglądają dość zjawiskowo. Hmm… kojarzą mi się ze świecznikiem, gdyż skierowane są ku górze, a i ich kształt nieco przypomina płomień. Gdy pąki się już rozwiną, ujrzymy pręciki – różowe, początkowo zagięte do wnętrza kwiatu, potem dumnie wyprostowane, gotowe udostępniać swoje cenne ziarna.
W tym roku znów zdążyłam zachwycić się śliwą tarniną. Tym razem jednak sezon pozwolił mi dostrzec coś innego. Ponownie przyciągnęły mnie pąki. Ten moment tuż przed ich rozkwitem. Ich kolorystyka jest zupełnie odmienna od bieli kwiatów innych drzew, o których już wspominałam.
Jako ostatnie na wiosenną scenę wkroczą jabłonie, a po chwili głogi. Jabłonie – nazwa brzmi tak swojsko, tak domowo i polsko. Kwiaty z lekko zaróżowionymi płatkami, niczym spłonione rumieńcem. Będą ostatnim akcentem tego wyjątkowego okresu.
Ten zachwyt jest jednak tylko powierzchnią zjawiska — ważniejsze jest to, co kryje się za obecnością tych roślin. To może być dla nas zaproszenie do dołożenia własnej przyrodniczej cegiełki. Zachęta, by sadzić drzewa i krzewy owocowe, być może w skali własnego ogrodu, a może nieco szerzej, tworząc żywopłoty czy zarośla śródpolne. Teraz opowiem, jak nieocenioną rolę odgrywają one w naszym krajobrazie, zwłaszcza że coraz częściej są likwidowane.
…i nieco konkretów
Zarośla śródpolne, które często są tworzone przez wspomniane gatunki krzewów i drzew owocowych są niezwykle ważne przyrodniczo. Ich skład gatunkowy, warstwowość (udział drzew i krzewów), zagęszczenie, ciągłość i łączność z innymi w skali krajobrazu są istotnie powiązane z różnorodnością i liczebnością zwierząt.
Rola tych struktur jest szczególnie cenna w krajobrazie rolniczym. A odpowiednie zarządzanie takimi zaroślami wzmacnia realizowane przez nie usługi ekosystemowe i funkcje ekologiczne. Do tych najistotniejszych należą:
- wpływ na różnorodność biologiczną – siedliska dla wielu grup zwierząt: stawonogów, małych ssaków, ptaków; zapewniają miejsca lęgowe, zimowania, są schronieniem, a także źródłem pokarmu
- korytarze ekologiczne – łączenie rozproszonych siedlisk, umożliwiają migrację i przepływ genów,
- zapylanie – wsparcie dla zapylaczy (pszczół, motyli, muchówek)
- dyspersja nasion – ptaki, ssaki, mrówki – biorą udział w rozsiewaniu nasion
- kontrola szkodników – wspieranie biologicznej ochrony roślin – drapieżniki (ptaki, nietoperze, owady) redukują liczebność szkodników,
- poprawa struktury gleby, zatrzymywanie wody, stabilizacji materii organicznej.
Zarośla śródpolne a zapylanie
Obecność takich zarośli, to o wiele więcej także w kontekście wartości dla rolników. Gdyż ograniczają one erozję wietrzną i wodną, działają jako wiatrochrony, łagodzą temperaturę, wpływają na mikroklimat pól.
Jednak, skoro to strona o zapylaczach, to jaką wartość mają dla nich i jaki mają wpływ na uprawy?
Owady zapylające odnosiły korzyści z wysokiej różnorodności strukturalnej, bogatej warstwowości oraz większego udziału i zagęszczenia roślin drzewiastych, a także z dobrej łączności i zagęszczenia zarośli śródpolnych w skali krajobrazu. Wskaźniki odwiedzin zapylaczy, transferu pyłku oraz zawiązywania nasion były istotnie wyższe na polach uprawnych otoczonych większym udziałem zarośli śródpolnych.
Kratschmer et al., 2024
Działania renaturyzacyjne zwiększające lokalną obecność wieloletnich pasów kwietnych oraz zarośli śródpolnych w pobliżu pól uprawnych prowadzą do wzrostu liczby wizyt kwiatów przez dzikich zapylaczy.
Kratschmer et al., 2024
Zachowywanie czy tworzenie nowych zarośli śródpolnych to nie tylko wspieranie zapylaczy czy wielu innych organizmów, ale działania, które wzmacniają funkcjonowanie całych agroekosystemów, zwiększają ich odporność na zaburzenia oraz przyczyniają się do zachowania bioróżnorodności i stabilności krajobrazu rolniczego. Być może poprzednie zdanie brzmi bardzo poważnie i „branżowo”, to dla mnie te wiosenne drzewa, krzewy owocowe są po prostu piękne, tym bardziej warto o nie dbać i wspierać ich obecność w krajobrazie.
Literatura:
Kratschmer, S., Hauer, J., Zaller, J. G., Dürr, A., & Weninger, T. (2024).
Hedgerow structural diversity is key to promoting biodiversity and ecosystem services: A systematic review of Central European studies. Basic and Applied Ecology, 78, 28–38.
https://doi.org/10.1016/j.baae.2024.04.010





















