Bomby nasienne oraz ogrodnictwo partyzanckie

Cieszy mnie, gdy słyszę o akcjach zakładania nowych łąk dla pszczół. To dobry znak, że dzieje się coś w kierunku pomocy dzikich zapylaczom. Jednak w dzisiejszym artykule chciałabym podzielić się swoimi wątpliwościami na temat dwóch form działań noszących miano „ekologicznych”.

Ostatnio w Polsce modny jest pochodzący z Ameryki ruch Guerilla Gardening, czyli ogrodnictwo partyzanckie. Zwolennicy przywracają świetność nieużytkom, zaniedbanym trawnikom, terenom ruderalnym poprzez sadzenie kwiatów i warzyw. Wybierają miejsca opuszczone i zaniedbane, niebędące własnością prywatną. Robią to bez oficjalnych pozwoleń.

Innym typem działań są tzw. bomby nasienne (ang. seed ball, niem. Samenbombe), czyli kulki składające się z mieszanki nasion zawiniętych w glinę. Ten typ działań promują różne organizacje ekologiczne. Bomby takie rzuca się na tereny, które w ocenie „partyzanta” potrzebują pomocy, a także w miejsca, do których dostęp jest ograniczony. Brzmi super! Ale czy na pewno?

Chabrowa łąka (fot. własna)

Dlaczego uważam, że to jest złe?

Cały czas opowiadam o tym, że należy tworzyć bazę pokarmową dla pszczół, sadzić kwiaty, siać dzikie rośliny a tu marudzę na ogrodniczą partyzantkę?

Przyznaję, że idea ogrodnictwa partyzanckiego jest szczytna, jednak równocześnie bywa krótkowzroczna. Bomba nasienna rzucona na tereny poprzemysłowe, stare żwirownie czy inne nieużytki może mieć katastrofalne skutki. Wymienione przeze mnie tereny z punktu widzenia ochrony przyrody mogą stanowić olbrzymią wartość. Pozornie nieużywane ugory często oferują rzadkim zwierzętom idealne warunki środowiskowe. Bywa, że ogrodzone niedostępnym płotem nieużytki stanowią enklawę dla zwierząt. Wtedy przerzucone przez płot bomby mogą stać się puszką Pandory.

Samiec lepiarki (Colletes sp.) na kocance piaskowej (fot. własna)

Bomb nasiennych nie tworzą entomolodzy czy botanicy. Tworzą je najczęściej amatorzy. Dlatego może zdarzyć się, że w skład bomby wejdą rośliny obce lub inwazyjne. Przykładem tutaj może być chociażby nawłoć (gatunek bardzo inwazyjny), która często uważana jest za gatunek rodzimy. W skansenach archeologicznych, wioskach słowiańskich niejednokrotnie widziałam ją wśród suszonych ziół podwieszonych pod powałą.

Niepokojąca może być więc nie tylko nieznajomość składu mieszanek nasiennych, ale też ich wpływ na środowisko. Wypierając gatunki roślin znajdujące się już na danym terenie, zmienia się skład nie tylko flory, ale i fauny. Owady często związane są przecież z określonymi roślinami! Formy ogrodowe maków czy chabrów mogą mieszać się z dzikimi, wypierając te naturalne ze środowiska. Nie dość, że obniżają bioróżnorodność, to często nie mają żadnej wartości pokarmowej dla pszczół. Niewłaściwie dobrany skład nasienny bomby może przynieść więc katastrofalne skutki.

Należy też pamiętać, że pszczoły ziemne oprócz bazy pokarmowej potrzebują jeszcze miejsca do gniazdowania, więc zazielenianie każdego skrawka gołej ziemi też nie jest działaniem właściwym.

Aż chciałoby się załatać roślinami te placki na łące. Jednakże placek na zdjęciu to miejsce gniazdowania rzadkich pszczół.
Jak łatwo można zniszczyć coś wartościowego… (fot. własna)

Czy uważam te ruchy za bezwartościowe?

Myślę, że – prowadzone z głową – są świetnymi inicjatywami. I chociaż burzy to całą frajdę z partyzanctwa, niezbędna jest współpraca zwolenników ruchu z pracownikami Urzędu Miasta, ekspertami lub organizacjami, które mogą wskazać zdegradowane miejsca potrzebujące działań. Opieranie się na opinii przypadkowych działaczy ekologicznych niestety często bywa złudne. Pięknym działaniem mogłoby być odzyskiwanie terenów opanowanych przez rośliny inwazyjne, jak np. nawłoć czy rdestowiec. Wycinając je i zastępując rodzimą roślinnością zrobimy coś dobrego. Polecam stronę, gdzie znajdziecie listę gatunków inwazyjnych w Polsce: http://www.iop.krakow.pl/ias/gatunki/rodzaj-organizmu

Zanim rzuci się bombę czy przekopie samodzielnie kawałek nieużytku, warto potwierdzić, czy swoim działaniem nie skazujemy na śmierć jakichś gatunków zwierząt.

Każdy działacz ekologiczny powinien pamiętać, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Cały czas powtarzam sobie, że należy wciąż mieć wątpliwości i nie przyjmować wszystkiego za pewnik, bo gdy człowiek ma wątpliwości – zaczyna myśleć wielopłaszczyznowo i perspektywicznie. Oby ta myśl towarzyszyła mi i Wam zawsze.

Źródła i dodatkowa lektura:
1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ogrodnictwo_partyzanckie
2. http://www.iop.krakow.pl/ias/gatunki/167
3. http://www.gdos.gov.pl/files/artykuly/5050/Rosliny_obcego_pochodzenia_w_PL_poprawione.pdf

Oznaczenie owadów:
Darek Ogrodnik

omentarz o “Bomby nasienne oraz ogrodnictwo partyzanckie”

  1. Wolfik pisze:

    Trudny temat, aby szybko go omówić. Zgadzam się co do zawartości bomby, nasiona powinny być dobrze dobrane – bez zawartości nasion roślin inwazyjnych i nietypowych dla polskich łąk, choć z czasem się jednak tracą po paru latach. Nieużytki dość szybko zarastają, ale można je wzbogacić o np. mniszka lekarskiego, koniczyny, kąkol polny czy też o glistnika jaskółcze ziele. Nie przesadzajmy z tym złym wpływem na bioróżnorodność bo zmiany następują cały czas, sama częstotliwość koszenia łąki wpływa na jej zawartość. Jeśli przestaniemy kosić pojawią się szybko osty czy pokrzywy więc wpływamy mimowolnie na zmiany. Prędzej czy później zmiany nastąpią bo nie żyjemy wiecznie. Mało tego! Tworzenie ogrodów kwiatowych może mieć wpływ na wyparcie jakiegoś gatunku owada lub zmniejszenie jego populacji czy wykopanie stawu. Jest to niezmiernie ważne bowiem wprowadzany jest program małej retencji, aby zapobiegać suszom. Kończąc ten temat, z obawy aby elaboratu nie popełnić, zachęcam do obejrzenia „Świat według Łukasza” czy „Łukasz Łuczaj mówi o łąkach kwietnych i święcie Matki Boskiej Zielnej.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.